„Nie szukaliśmy nowego logo. Szukaliśmy miejsca do rozwoju” – Monika i Krzysztof Wojteczko o nowym etapie we Freedom

Agnieszka Dąbrowska

Dyrektor Operacyjny

cze 10, 2026 · Time 31 min. czytania

Zapisz się na nasz newsletter

    Proszę o zaznaczenie zgody.

    Potwierdzam, że zapoznałem/am się z Polityki prywatności i klauzulą informacyjną Freedom Nieruchomości sp. z o.o. oraz jej partnerów franczyzowych (współadministratorów)

    Po latach prowadzenia biura nieruchomości w strukturach innej sieci Monika i Krzysztof Wojteczko zdecydowali się na zmianę. Dziś rozpoczynają nowy etap zawodowej drogi jako właściciele oddziału Freedom Lublin Mełgiewska. Co skłoniło ich do podjęcia tej decyzji? Jak chcą rozwijać swój zespół i jakie mają plany na lokalny rynek?

    Zapytałam Krzysztofa i Monikę o kulisy dołączenia do Freedom, wizję nowoczesnego pośrednictwa oraz o miejscu, jakie w branży nieruchomości zajmują dziś technologia i rozwój ludzi.

    Agnieszka Dąbrowska: Za Wami otwarcie oddziału Freedom Lublin Mełgiewska. Jakie emocje towarzyszą Wam na starcie tego nowego etapu?

    Monika Wojteczko: Na początku była lekka niepewność połączona z ekscytacją. Lubię zmiany i zawsze traktuje je jako szanse: na rozwój, na naukę czegoś nowego. Następnie pojawiło się spore zaskoczenie, pozytywne oczywiście. Serdeczność z jaką zostaliśmy przyjęci, wsparcie zarówno merytoryczne jaki i technologiczne zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Szybko poczułam się tu „jak u siebie”


    I jeszcze wdzięczność. Za zespół, który poszedł z nami (dziękujemy wam kochani), za klientów, którzy nam zaufali i wszystkich ludzi wokół, którzy wspierali nas w tej „(r)ewolucji”.

    Krzysztof Wojteczko: Ja jestem z natury optymistą, więc zamiast stresu mam raczej ogromną ciekawość tego, co wydarzy się za miesiąc, pół roku czy dwa lata.

    A poza tym jestem trochę technologicznym zwierzakiem. W branży IT spędziłem ponad ćwierć wieku i przez ten czas zdążyłem się nauczyć jednej rzeczy – jeśli coś można zrobić lepiej, szybciej i mądrzej, to prędzej czy później ktoś to zrobi.

    Do nieruchomości trafiłem dlatego, że chciałem oderwać się od ekranu, być bliżej ludzi i robić coś, co ma realny wpływ na ich życie. Chciałem zamienić serwerownie i kod na rozmowy, emocje i historie związane z domami, które dla wielu osób są najważniejszym miejscem na świecie. Los jak to najczęściej bywa miał jednak poczucie humoru. Okazało się, że od technologii wcale nie uciekłem. Wręcz przeciwnie. Przez ostatnie lata tworzyłem rozwiązania wspierające pracę naszego biura i agentów, bo po prostu widziałem, ile czasu można odzyskać dzięki automatyzacji i dobrze zaprojektowanym procesom.

    Dlatego we Freedom czuję się trochę jak dziecko, które weszło do największego sklepu z klockami. Widzę organizację, która rozumie, że technologia nie jest gadżetem do prezentacji na konferencji czy spotkaniu biur, ale narzędziem, które pozwala agentowi być jeszcze lepszym doradcą. I to jest dla mnie naprawdę ekscytujące!

    Osobiście nie wierzę, że sztuczna inteligencja zastąpi dobrych agentów nieruchomości. Podkreślam słowo dobrych. Ale jestem przekonany, że agent korzystający z AI i nowoczesnych narzędzi będzie za kilka lat zdecydowanie skuteczniejszy od tego, który będzie próbował pracować tak samo jak teraz, rok temu czy pięć lat temu. A my bardzo chcemy być częścią tej zmiany.

    AD: Macie duże doświadczenie w branży i prowadziliście już biuro nieruchomości w strukturach innej sieci. Co przesądziło o decyzji, żeby właśnie teraz zrobić ten krok i dołączyć do Freedom?

    Monika: 
Przyszedł czas na zmiany. A tak serio, to pragnę podkreślić, że nasza wcześniejsza sieć na pewno pokazała nam jak być agentem premium i za to jestem ogromnie wdzięczna. Ale w pewnym momencie zaczęło mi brakować narzędzi i poczucia, że moje zdanie ma znaczenie. Ponadto ja lubię innowacyjność, a teraz kiedy technologia potrafi bardzo wspomóc pracę agenta, dzięki czemu może on robić więcej, lepiej i dawać większą wartość Klientom ja czułam się uwiązana rozwiązaniami, które owszem działały ale były czasochłonne. Poza tym, będąc żoną Krzyśka jestem przyzwyczajona do tego, że jeśli potrzebne mi było jakieś narzędzie, on mi je tworzył i lubię taki komfort pracy.

    Podsumowując: Lubimy działać, tworzyć, szukać nowych rozwiązań i nie potrafimy usiedzieć w miejscu. W pewnym momencie poczuliśmy jednak, że zamiast rozwijać skrzydła, coraz częściej odbijamy się od sufitu. To nie było przyjemne odkrycie, ale bardzo potrzebne.

    Krzysztof: Ja mam chyba taki charakter, że kiedy widzę problem, to zamiast narzekać, od razu zaczynam szukać rozwiązania. Od samego początku naszej poprzedniej współpracy w ramach innej sieci zgłaszaliśmy pomysły, proponowaliśmy nowe narzędzia, rozmawialiśmy o technologii, marketingu, szkoleniach, rozwoju agentów i nowoczesnym podejściu do prowadzenia biura. Głęboko wierzę, że sieć franczyzowa powinna być czymś znacznie więcej niż tylko rozpoznawalnym logo i bazą standardowych szkoleń

    Sieć franczyzowa powinna wspierać biura i agentów narzędziami, skutecznym marketingiem, rozwojem kompetencji i prawdziwym partnerstwem. Bo właśnie po to powstają sieci i na tym polega ich siła, prawda? Mam przekonanie, które czasem podczas różnych rozmów wypowiadam bardzo wprost, że jeżeli biuro musi samodzielnie tworzyć własne rozwiązania technologiczne, budować marketing i rozpoznawalność marki, rozwijać narzędzia, szukać innowacji i praktycznie w pojedynkę wyznaczać kierunek rozwoju, to warto zadać sobie bardzo uczciwe pytanie: po co w ogóle jest taka franczyza?

    Jeśli wszystkie najważniejsze elementy trzeba budować samodzielnie, to równie dobrze można stworzyć niezależne biuro i zainwestować te same środki w ekspertów, szkolenia i własny rozwój, a efekt będzie z dużym prawdopodobieństwem lepszy. Franczyza ma sens wtedy, kiedy efekt współpracy jest większy niż suma działań pojedynczych biur. Kiedy wszyscy uczą się od siebie nawzajem, idą do przodu, a centrala pełni rolę kapitana okrętu, który świadomie wyznacza kurs, dba o załogę, słucha ludzi na pokładzie i pomaga bezpiecznie dopłynąć do portu. A potem wspólnie można ruszyć w kolejny rejs. Do ciekawszych, odważniejszych i piękniejszych miejsc.

    Mam poczucie, że ludzie prowadzący Freedom doskonale to rozumieją. W poprzedniej sieci mimo tego, że za wiele rzeczy jesteśmy jej wdzięczni niestety coraz częściej i dobitniej mieliśmy poczucie, że więcej energii poświęcamy na przekonywanie, że warto coś zmienić wewnątrz organizacji, niż na samo rozwijanie naszego zespołu i wspieranie klientów. I wtedy zrozumiałem coś bardzo prostego: Życie jest naprawdę za krótkie, żeby codziennie walczyć z własnym środowiskiem pracy. Zdecydowanie lepiej poświęcić tę energię na budowanie miejsca, w którym ludzie chcą się rozwijać i w którym partnerstwo nie jest tylko hasłem z ulotki, ale codzienną praktyką.

    Monika: Paradoksalnie ta decyzja nie była „ucieczką od czegoś”. Była wyborem czegoś, co jest nam po prostu bliższe. Chcieliśmy miejsca, w którym można rozmawiać, mieć własne pomysły, rozwijać ludzi i czuć, że wszyscy gramy do jednej bramki.

    Krzysztof: Kiedy zaczęliśmy rozmawiać z Freedom, bardzo szybko zauważyliśmy jedną rzecz. Nikt nie próbował nam opowiadać, że wszystko jest idealne. Nikt nie przekonywał nas, że jako Freedom „jesteśmy najlepsi, a cała reszta rynku działa na niskich standardach i generalnie jest be”. Od pierwszych spotkań rozmawialiśmy o rozwoju, technologii, jakości obsługi klienta, wsparciu agentów i budowaniu silnych lokalnych zespołów. To były rozmowy o przyszłości, a nie o przeszłości.

    Pamiętam, że powiedziałem wtedy do Moniki: „Wiesz co… chyba to jest właśnie miejsce, w którym powinniśmy rzucić kotwicę”. Myślę, że każdy przedsiębiorca powinien od czasu do czasu zadać sobie jedno bardzo proste, ale niezwykle ważne pytanie: czy miejsce, w którym jestem, daje mi energię, czy każdego dnia po trochu ją odbiera? Nam odpowiedź przyszła bardzo szybko. Dlatego dziś jesteśmy tutaj bez żalu, bez oglądania się za siebie, ale z ogromnym przekonaniem, że podjęliśmy właściwą decyzję.

    To nie znaczy jednak, że wchodziliśmy do Freedom bez obaw. Wręcz przeciwnie. Nasze wcześniejsze doświadczenia sprawiły, że z tyłu głowy cały czas siedziała myśl: „A co, jeśli znowu to będą tylko piękne słowa, a rzeczywistość okaże się zupełnie inna?”. I uwierz mi, ten stres był naprawdę duży.

    Rozważaliśmy trzy scenariusze. Pierwszy – stworzenie całkowicie niezależnej marki. Drugi – budowę nowej sieci wspólnie z naszymi przyjaciółmi, którzy podobnie jak my postanowili odejść z poprzedniej organizacji. Trzeci – dołączenie do sieci Freedom, do której wcześniej przeszło już kilka biur i osób z naszej dawnej organizacji.

    Każda z tych dróg miała swoje zalety, ale każda niosła również określone ryzyka. Chcieliśmy wybrać tę, która dawała największą szansę na rozwój i jednocześnie najmniejsze prawdopodobieństwo powtórzenia błędów z przeszłości. Dlatego w marcu pojechaliśmy do Olsztyna. Chcieliśmy usiąść przy jednym stole, poznać Zarząd Freedom, zadać pytania, sprawdzić reakcje i po prostu zobaczyć, czy po drugiej stronie siedzą ludzie, z którymi chcielibyśmy budować coś przez kolejne lata. Trochę jak z zakupem domu. Można obejrzeć setki zdjęć, spacery wirtualne i przeczytać najpiękniejszy opis, ale dopiero kiedy przekroczy się próg, wiadomo, czy to jest to miejsce.

    Nasza sytuacja była o tyle specyficzna, że nie przychodziliśmy jako czysta karta. Mieliśmy za sobą doświadczenie pracy w największej sieci nieruchomości na świecie i dzięki temu patrzyliśmy na wszystko z zupełnie innej perspektywy. Wiedzieliśmy, gdzie mogą pojawić się problemy, jakie pytania warto zadać i na jakie sygnały zwrócić uwagę. Mówiąc pół żartem – naprawdę szukaliśmy dziur. Szukaliśmy haczyków, niedopowiedzeń i miejsc, w których teoria rozmija się z praktyką. To było wręcz nasze skrzywienie i ku zaskoczeniu, tych dziur nie znaleźliśmy, a powodów do zaufania wiele.

    Zdaję sobie sprawę, że osoby, które od lat są we Freedom i nigdy nie pracowały w innej sieci, mogą nie dostrzegać wielu rzeczy, które dla nas są jak objawienie. To zupełnie naturalne. Ale uwierz mi, że wiele rzeczy, które tutaj innym wydają się oczywiste – dostępność ludzi, otwartość centrali na rozmowę, działania marketingowe, wsparcie technologiczne, inwestowanie w rozwój, kompetencje centrali, jasna strategia i prawdziwe partnerstwo – wcale nie są standardem na rynku. To przykre ale prawdziwe.

    I właśnie dlatego przez pierwszy miesiąc we Freedom praktycznie każdego dnia odkrywaliśmy coś, co nas pozytywnie zaskakiwało. Naprawdę każdego dnia. Czasem była to drobna rzecz, czasem coś większego, czasem sposób prowadzenia rozmowy, a czasem decyzja pokazująca, że za sterami stoją ludzie, którzy wiedzą, dokąd płyną i potrafią słuchać swojej załogi. To właśnie wtedy utwierdziliśmy się w przekonaniu, że znaleźliśmy miejsce, które nie tylko mówi o partnerstwie, ale naprawdę je realizuje.

    Dla przedsiębiorcy nie ma chyba większego komfortu niż świadomość, że nie musi samotnie walczyć z każdą falą. Że jest częścią załogi, która płynie w tym samym kierunku, z kapitanem mającym jasno wyznaczony kurs i ludźmi, którzy potrafią wspólnie dopłynąć do portu, a potem z odwagą obrać kolejny, jeszcze ambitniejszy cel.

    I właśnie dlatego po raz pierwszy od bardzo dawna zamiast zastanawiać się, co jeszcze trzeba naprawić, możemy po prostu skupić się na tym, co najbardziej lubimy – rozwijaniu ludzi, wspieraniu klientów i budowaniu biura, do którego każdego dnia wchodzi się z uśmiechem. Jeszcze się ogarniamy, jeszcze adoptujemy, jeszcze wdrażamy do nowej rzeczywistości ale już za chwilę będziemy mogli się skupić tylko na tym co dla nas, naszych agentów i Klientów najważniejsze. Nie mogę się doczekać 🙂

      Zostań naszym franczyzobiorcą

      Skontaktuj się z nami i dowiedz się, jak otworzyć pewny biznes w nieruchomościach

      Proszę o zaznaczenie zgody.

      Potwierdzam, że zapoznałem/am się z Polityki prywatności i klauzulą informacyjną Freedom Nieruchomości sp. z o.o. oraz jej partnerów franczyzowych (współadministratorów)

      AD: Co było dla Was najważniejsze przy wyborze nowej sieci? Szukaliście przede wszystkim wsparcia, większej niezależności, know-how, a może konkretnej wizji rozwoju?

      Monika: Najtrudniejsze jest to, że nie da się wskazać jednej rzeczy. Gdyby chodziło wyłącznie o wysokość opłat, logo czy system CRM, pewnie tę decyzję można byłoby podjąć w jeden wieczór. Ale my szukaliśmy czegoś znacznie ważniejszego.

      Szukaliśmy miejsca, w którym będziemy mogli rozwijać biuro i naszych ludzi w zgodzie z naszymi wartościami. Ja szukałam miejsca, które ma zorganizowane i uporządkowane procedury, które nie tylko pomagają nowym agentom wejść w tę niełatwą branżę ale także daje wsparcie tym doświadczonym i przede wszystkim właścicielowi biura, który jak wiadomo musi myśleć nie tylko o bieżącym funkcjonowaniu Agencji ale także patrzeć w przyszłość i reagować na zmiany na rynku. To co odkryłam we Freedom – to wsparcie w prowadzeniu biznesu, w rozwoju osobistym zrobiło na mnie ogromne wrażenie.

      Krzysztof: Ja chyba patrzyłem trochę inaczej. Oczywiście ludzie byli i są bardzo ważni, ale jednocześnie zadawałem sobie pytanie: „Czy za pięć lat ta organizacja będzie w miejscu, w którym sam chciałbym być?”

      Świat zmienia się dziś szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Sztuczna inteligencja, automatyzacja, nowe sposoby komunikacji, nowe oczekiwania klientów. To codzienność. Dlatego szukałem organizacji, która nie będzie mówiła: „Robimy tak od lat i jakoś działa”, bo moim zdaniem to jedno z najbardziej niebezpiecznych zdań w biznesie. Szukaliśmy miejsca, które ma odwagę patrzeć do przodu. Nie metr, dwa, ale znacznie dalej.

      Monika: Bardzo ważna była dla nas również niezależność, ale nie chodzi o to, żeby każdy robił, co chce. Wręcz przeciwnie. Dobre standardy są potrzebne, ale równie ważne jest zaufanie do ludzi, którzy znają swój lokalny rynek, swoich klientów i swoje zespoły. Nie chcieliśmy być wykonawcami cudzych pomysłów. Chcieliśmy być partnerami, który nie tylko biorą ale także dają i jest to dostrzegane.

      Krzysztof: Pamiętam jedną z naszych pierwszych rozmów o Freedom. Powiedziałem wtedy, że szukamy organizacji, która będzie działała jak dobry trener. Taki trener nie biega za zawodnikiem przez całe boisko i nie mówi mu przy każdym kroku, co i jak ma robić. On daje wiedzę, wsparcie, narzędzia, pomaga rozwijać mocne strony, ale jednocześnie pozwala grać własną grę. I właśnie takie podejście bardzo szybko zauważyliśmy we Freedom.

      Monika: Ostatecznie nie wybraliśmy sieci dlatego, że miała fajną stronę i jest największa siecią w Polsce. Wybraliśmy ludzi. Wybraliśmy sposób myślenia. Wybraliśmy wizję rozwoju, która jest bardzo bliska temu, jak sami patrzymy na ten biznes. A kiedy do tego dochodzi nowoczesna technologia, rozpoznawalność, realne wsparcie i przestrzeń do działania, to naprawdę trudno chcieć czegoś więcej.

      AD: Otwieracie oddział w Lublinie, który dobrze znacie. Jak dziś oceniacie jego potencjał lokalnego rynku? Jakie zmiany obserwujecie i gdzie widzicie największe szanse rozwoju?

      Monika: Lublin bardzo dojrzewa. Gdy zaczynaliśmy wiele osób wybierało pośrednika głównie dlatego, że miał dostęp do portali i potrafił zrobić kilka zdjęć. Dzisiaj klienci oczekują znacznie więcej i staja się coraz bardziej świadomi roli agenta nieruchomosci. Chcą partnera, który przeprowadzi ich przez cały proces, pomoże podjąć dobre decyzje i będzie dostępny wtedy, kiedy pojawią się wątpliwości. I bardzo się z tego cieszę, bo to oznacza, że w tej branży coraz większe znaczenie mają wiedza, doświadczenie i zwykła ludzka uczciwość.

      Krzysztof: Ja z kolei patrzę na ten rynek trochę szerzej. Moim zdaniem przed pośrednictwem nieruchomości stoją najlepsze lata od bardzo dawna, ale pod jednym warunkiem. Musimy przestać myśleć o sobie jak o osobach, które otwierają drzwi do mieszkania i publikują ogłoszenia. Powinniśmy być doradcami, negocjatorami, strategami i przewodnikami dla klientów.

      Monika: Od początku chcieliśmy stworzyć miejsce, w którym ludzie, którzy nam zaufali, nasi agenci nie będą zostawieni sami sobie. Bo zawód pośrednika potrafi być piękny, ale potrafi też być bardzo samotny. Każdy ma gorszy tydzień, trudnego klienta albo moment zwątpienia. Dlatego zależy nam na atmosferze współpracy, dzielenia się doświadczeniem i wzajemnego wspierania.

      Krzysztof: No właśnie i to m.in. z tej potrzeby powstał nasz BrokerPRO. To autorskie narzędzie, które pomaga agentom analizować swoją codzienną pracę, mierzyć skuteczność i lepiej planować swój rozwój. BrokerPRO z jednej strony jest po prostu aplikacją szytą na miarę, ale z drugiej strony nią nie jest. Jest pewną filozofią pracy. Nie wierzę w motywacyjne hasła typu „pracuj więcej”. Wierzę w liczby, analizę, wyciąganie wniosków i codzienne budowanie dobrych nawyków. To te elementy budują każdy biznes u podstaw. Jeśli agent wie, dlaczego osiąga wyniki albo dlaczego ich nie osiąga, może świadomie się rozwijać.

      Monika: I chyba właśnie w tym widzimy największą szansę dla lokalnego rynku. Nie w większej liczbie biur. Nie w większej liczbie ogłoszeń. Tylko w większej liczbie naprawdę dobrze przygotowanych doradców, którzy potrafią słuchać ludzi i odpowiedzialnie prowadzić ich przez jedną z najważniejszych decyzji w życiu.

      Krzysztof: Mam takie marzenie, żeby za kilka lat zawód pośrednika był postrzegany dokładnie tak, jak postrzega się dobrego lekarza, prawnika czy architekta. Nie jako koszt. Nie jako pośrednika od kluczy. Tylko jako eksperta, którego obecność daje klientowi spokój i realnie zwiększa szanse na dobrą decyzję. Jeśli jako Freedom Lublin Mełgiewska dołożymy do tej zmiany choć małą cegiełkę, to będę miał poczucie, że wykonaliśmy naprawdę dobrą pracę.

      AD: Prowadzenie biura nieruchomości to przede wszystkim ludzie. Jak budujecie zespół? Jakich kompetencji, postaw i wartości szukacie u osób, z którymi chcecie rozwijać Freedom Lublin Mełgiewska?

      Krzysztof: Rekrutacją zajmuję się głównie ja i od początku mam jedną zasadę: nie szukam ludzi idealnych. Szukam ludzi, którzy mają w sobie uczciwość, ciekawość, odwagę do uczenia się i prawdziwe zainteresowanie drugim człowiekiem. Doświadczenie w sprzedaży jest pomocne, nie da się ukryć, ale nie jest najważniejsze. Technik można się nauczyć. Procedur można się nauczyć. Analizy rynku też można się nauczyć. Dużo trudniej nauczyć kogoś empatii, odpowiedzialności i szacunku do klienta, a w tej pracy bez tego daleko się nie zajedzie.

      Monika: Ja na co dzień pracuję jako agentka i jednocześnie, jako dyrektor sprzedaży, wspieram agentów we wdrożeniu i codziennej pracy. Dla mnie bardzo ważne jest to, żeby nowa osoba nie została sama z teorią, bo jedno to powiedzieć komuś, jak wygląda rozmowa z klientem, a drugie to przejść z nim przez prawdziwe sytuacje: pierwsze spotkanie, pierwszą obiekcję, pierwszą trudną rozmowę, pierwsze negocjacje.

      Pokazuję mojemu zespołowi jak rozmawiać, a właściwie jak słuchać Klienta, być uważnym i obecnym, nie zagadywać go tylko dowiedzieć się jak najwięcej o jego obawach i obecnej sytuacji. Tylko w takim wypadku jesteśmy mu w stanie dostarczyć serwis „szyty na miarę”. A jeśli Klient otrzymuje wsparcie jakiego oczekiwał współpraca zazwyczaj jest bardzo przyjemna i kończy się sukcesem. Moim marzeniem jest stworzyć zespół empatycznych profesjonalistów, którzy traktują swoją pracę trochę jak misję, w tym sensie, że dobro Klienta jest zawsze na pierwszym miejscu, dlatego dostarczamy mu usługę na najwyższym poziomie, bo mamy wiedzę i kompetencje.

      Krzysztof: Ja kolei często mówię kandydatom na agentów wprost bez upiększania: to nie jest zawód dla każdego. I nie dlatego, że trzeba być urodzonym sprzedawcą. Wcale nie trzeba. Trzeba natomiast mieć gotowość do działania, konsekwencję i systematyczność pracy nad sobą. To zawód, w którym bardzo szybko widać, czy ktoś tylko mówi, że chce się rozwijać, czy naprawdę jest gotów wykonywać codzienną, ciężką pracę i wchodzić tydzień po tygodniu o jeden schodek wyżej. My nie obiecujemy magicznej ścieżki kariery – taka nie istnieje. Obiecujemy wsparcie, wiedzę, narzędzia i ludzi, którzy pomogą przejść tę drogę, ale iść trzeba samemu.

      Monika: A ja dodam do tego, co mówi Krzysiek, że zależy nam też na kulturze biura i zespołu. Nie chcemy atmosfery ostrej rywalizacji, w której każdy pilnuje tylko swojego ogródka. Chcemy, żeby agent mógł zapytać, poprosić o pomoc, podzielić się sukcesem, ale też powiedzieć: „mam słabszy moment”, bo w tej pracy takie momenty są normalne i dość częste.

      Krzysztof: Dokładnie dlatego bardziej niż „gwiazd sprzedaży” szukamy ludzi, którzy potrafią i chcą być częścią drużyny. Lubię osoby, które potrafią powiedzieć: „nie wiem, ale się dowiem”. To jest dla mnie dużo lepszy punkt wyjścia niż postawa: „zjadłem wszystkie rozumy i wszystko wiem”. Z kimś takim wiem, że się nie dogadam nigdy 🙂

      Jeśli ktoś jest otwarty, pracowity i ma dobre intencje, można go naprawdę pięknie i daleko poprowadzić. I właśnie takich ludzi chcemy zapraszać do Freedom Lublin Mełgiewska. Nie przypadkowych. Nie za wszelką cenę. Na pewno nie chce współpracować z każdym kto podniesie rękę, bo już to przerabiałem 🙂 Szukamy takich, z którymi można budować biuro oparte na zaufaniu, rozwoju i odpowiedzialności, bo z takimi ludźmi cała reszta zaczyna układać się dużo łatwiej.

      AD: Co chcielibyście wnieść do lokalnego rynku jako nowy oddział Freedom? Macie swój sposób pracy, standard obsługi albo podejście do klienta, które szczególnie chcecie rozwijać?

      Krzysztof: Chcielibyśmy wnieść trochę świeżego powietrza. I nie chodzi o to, że teraz przychodzimy cali na biało i będziemy tłumaczyć wszystkim, jak się robi nieruchomości. Absolutnie nie. Na lubelskim rynku jest wielu świetnych agentów i biur. My po prostu mamy swój sposób patrzenia na tę pracę. Dla nas pośrednictwo nie zaczyna się od ogłoszenia. Zaczyna się dużo wcześniej od rozmowy, zrozumienia sytuacji klienta i uczciwej odpowiedzi na pytanie: co naprawdę trzeba zrobić, żeby ta nieruchomość dobrze się sprzedała.

      Monika: Ja bym chciała, żeby klienci po spotkaniu z nami mieli takie poczucie: „Okej, ktoś to ogarnia”. Bo przy sprzedaży nieruchomości bardzo często emocje są ogromne. Ktoś sprzedaje mieszkanie po rodzicach, ktoś się rozwodzi, ktoś buduje dom i musi sprzedać mieszkanie, ktoś kupuje pierwsze cztery kąty i nie wie, od czego zacząć. To nie są tylko metry, cena i lokalizacja. To są ludzkie historie. I w takich sytuacjach klient naprawdę potrzebuje kogoś, kto nie będzie go poganiał, straszył albo czarował, tylko spokojnie przeprowadzi przez proces.

      Krzysztof: Mamy też alergię na bylejakość. Taką prawdziwą. Jak widzę ogłoszenie zrobione telefonem w ciemnym przedpokoju, z krzywym kadrem i opisem „mieszkanie ładne, polecam”, to mój wewnętrzny człowiek od marketingu trochę cierpi 🙂 Nieruchomość to często największy majątek klienta. Nie można jej pokazywać światu byle jak. Dlatego chcemy mocno stawiać na przygotowanie oferty: zdjęcia, wideo, opis, analizę ceny, strategię promocji, marketing i komunikację z klientem. Nie po to, żeby było ładnie na ulotce czy w reklamie, po to, żeby klient miał poczucie, że jego sprawa jest naprawdę rzetelnie i solidnie prowadzona.

      Monika: I żeby wiedział, co się dzieje. To jest dla mnie bardzo ważne. Klient nie powinien po dwóch tygodniach zastanawiać się: „Czy ktoś w ogóle coś robi z moją ofertą?”. Powinien mieć kontakt, informację zwrotną, konkrety. Czasem trzeba powiedzieć: „Jest dobrze, idziemy dalej”, a czasem trzeba powiedzieć: „Rynek daje nam sygnał, że musimy coś zmienić”. Ale trzeba rozmawiać.

      Krzysztof: Odczarujmy trochę pracę agenta. Dobry agent to nie jest ktoś, kto ma tylko gadane i ładną marynarkę. Dobry agent musi umieć analizować, planować, negocjować, rozmawiać z ludźmi, ogarniać marketing, technologię, dokumenty i jeszcze zachować spokój, kiedy wszyscy dookoła zaczynają się stresować i go tracić. Czyli w skrócie: trochę handlowiec, trochę doradca, trochę psycholog, trochę project manager. Brakuje tylko peleryny, ale nad tym jeszcze pracujemy 😉

      Monika: Chcemy wnieść podejście, w którym klient czuje się realnie zaopiekowany, a agent wie, że ma za sobą zespół, bo to się łączy. Jeśli agent ma wsparcie, lepiej wspiera klienta. Jeśli agent ma dobre narzędzia, lepiej prowadzi proces. Jeśli agent się rozwija, klient dostaje lepszą usługę. Itd…

      Krzysztof: I chyba o to nam chodzi najbardziej. Nie chcemy robić rewolucji z fajerwerkami. Chcemy robić porządną, nowoczesną, ludzką robotę. Taką, po której klient może powiedzieć: „Dobrze, że nie robiłem tego sam”. A agent: „Dobrze, że jestem w miejscu, w którym ktoś naprawdę pomaga mi rosnąć”.

      Jeśli uda nam się takie standardy rozwijać w Lublinie, to będziemy bardzo zadowoleni.

      AD: A prywatnie? Jacy jesteście poza biurem?

      Monika: Chyba przede wszystkim jesteśmy ciekawi świata. Uwielbiamy podróżować. Nie tylko po to, żeby odpocząć, ale żeby zobaczyć, jak żyją ludzie, poznać nowe miejsca, smaki i historie. Każdy wyjazd zostawia coś w człowieku i sprawia, że wraca się trochę bogatszym.

      Mamy nawet takie marzenie, żeby kiedyś po prostu ruszyć w podróż dookoła świata. Bez pośpiechu, bez odhaczania atrakcji z przewodnika. Zatrzymać się tam, gdzie będzie nam dobrze i chłonąć miejsca, które wcześniej znaliśmy tylko ze zdjęć. A kiedyś… kto wie. Może zamieszkamy w małym domku, gdzieś w ciepłym klimacie, niedaleko morza albo pięknego jeziora. W miejscu, w którym poranną kawę pije się na tarasie, a największym problemem dnia jest decyzja, czy iść na spacer czy popływać. Brzmi całkiem dobrze, prawda?

      Krzysztof: Ja z kolei najlepiej odpoczywam… pod wodą. Naprawdę kocham nurkowanie. Jest w tym coś niezwykłego. Zakładasz sprzęt, zanurzasz się kilka metrów pod powierzchnię i nagle cały świat zwalnia. Znikają telefony, wiadomości, spotkania, powiadomienia i cała codzienna gonitwa. Zostaje tylko oddech, stan nieważkości i cisza. To chyba jedyne miejsce, w którym mój mózg naprawdę przestaje planować kolejne projekty.

      Od pewnego czasu tej przyjemności jest niestety trochę mniej, ale wierzę, że to tylko etap. Bo wiem, że prędzej czy później znowu założę butlę i zanurzę się w wodzie. I wcale nie musi to być egzotyczny ocean. Równie szczęśliwy jestem, kiedy nurkuję niedaleko od miejsca gdzie mieszkamy w jeziorze Piaseczno na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim. Czasem widoczność jest tam tylko na wyciągnięcie ręki, ale pod wodą i tak zawsze można znaleźć coś, co zachwyca – choćby ciszę 🙂 Może właśnie dlatego tak lubię tę pasję. Przypomina mi, że nie wszystko trzeba widzieć od razu. Czasem wystarczy zachować spokój, zrobić kolejny świadomy oddech i płynąć dalej. To zaskakująco dobra lekcja nie tylko nurkowania, ale i życia.

      Monika: A jest jeszcze jedna rzecz, która chyba najlepiej nas opisuje. Nigdy nie marzyliśmy o największym domu, najdroższym samochodzie czy najbardziej spektakularnym sukcesie. Marzymy raczej o życiu, w którym jest miejsce na ludzi, rozwój, podróże, śmiech i zwykły spokój.

      Krzysztof: Bo na końcu chyba właśnie o to chodzi żeby mieć pracę, którą się kocha. Ludzi, z którymi chce się ją wykonywać. Marzenia, które nadal chce się realizować i odwagę, żeby od czasu do czasu zanurzyć się głębiej. Czy to w jeziorze Piaseczno, czy w kolejnym życiowym wyzwaniu. A jeśli kiedyś spotkasz nas gdzieś na drugim końcu świata, siedzących z kubkiem kawy przed małym domkiem nad wodą, to bardzo możliwe, że po prostu realizujemy plan, który od lat czekał na swoją kolej 🙂

      AD: No i na koniec: jakie cele stawiacie sobie na pierwsze miesiące działalności pod szyldem Freedom? Czego można Wam życzyć na start?

      Monika: Żebyśmy za rok nadal z taką samą radością otwierali drzwi naszego biura, może nawet kolejnego oddziału. Naprawdę. Można mieć piękne plany, ambitne cele i świetne wyniki, ale jeśli po drodze zgubi się radość z pracy i zwykłą życzliwość wobec ludzi, to coś jest nie tak.

      Chciałabym, żeby Freedom Lublin Mełgiewska było miejscem, do którego klienci wracają z uśmiechem i które polecają swoim bliskim. A agenci przychodzą nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że po prostu dobrze się tu czują. To byłby dla mnie największy sukces.

      Krzysztof: Ja chciałbym, żeby nasi agenci za kilka miesięcy byli po prostu lepsi niż są dzisiaj. Bardziej świadomi. Spokojniejsi. Pewniejsi siebie. Nie tylko zawodowo, ale też w swoim życiu prywatnym, tak po ludzku 🙂

      Dla mnie osobiście prowadzenie biura to nie wyłącznie zarządzanie wynikami, ofertami i transakcjami. To ogromny przywilej obserwowania, jak ludzie rosną. Jak ktoś, kto na początku boi się zadzwonić do klienta, po kilku miesiącach z uśmiechem prowadzi trudne negocjacje. Jak osoba, która nie wierzyła w siebie, zaczyna podejmować odważne decyzje. Jak agent, który kiedyś mówił „nie dam rady”, nagle podpisuje swoją pierwszą umowę i odkrywa, że ograniczenia istniały głównie w jego głowie. To są momenty, które naprawdę mnie napędzają.

      Oczywiście nie da się nikogo rozwinąć na siłę. Można dać wiedzę, narzędzia, wsparcie i doświadczenie, ale codzienną pracę każdy musi wykonać sam. I może właśnie dlatego sukces smakuje tak dobrze.

      Bardzo chciałbym, żeby nasi agenci pamiętali, że ich marzenia często są dużo bliżej, niż im się wydaje. Czasem stoją po drugiej stronie telefonu, którego nie chce się wykonać. Po drugiej stronie spotkania, na które trzeba się dobrze przygotować. Po drugiej stronie konsekwencji, kiedy efekty nie pojawiają się od razu. Uwielbiam obserwować moment, kiedy człowiek zaczyna wierzyć we własne możliwości. Kiedy przestaje czekać na idealny moment, idealnego klienta albo idealne warunki i po prostu zaczyna działać tu i teraz wyrzucając wymówki do kosza.

      Jeśli możemy komuś w tym pomóc, czasem wesprzeć, czasem pokazać inną perspektywę, a czasem zwyczajnie powiedzieć: „Stać cię na więcej, tylko zacznij sobie ufać”, to jest dla mnie ogromny zaszczyt. Kiedy rozwija się agent, rozwija się całe biuro. Ale przede wszystkim rozwija się człowiek, a to jest wartość, której nie da się zmierzyć.

      Monika: Ja jeszcze dodam bo nie dopowiedziałam wszystkiego odnośnie tego czego można nam życzyć. Zdrowia, bo bez niego trudno realizować nawet najlepsze pomysły. Dobrych ludzi wokół i żebyśmy nigdy nie stracili ciekawości, odwagi i radości z tego, co robimy.

      Krzysztof: I jeszcze jednej rzeczy. Żebyśmy za kilka lat mogli usiąść przy kawie z naszymi agentami, spojrzeć na drogę, którą wspólnie przeszliśmy, i powiedzieć: „To była naprawdę dobra decyzja.” Nieruchomości można sprzedawać na wiele sposobów, ale biuro, które rozwija ludzi, buduje się tylko z tymi, którzy wierzą, że sukces najlepiej smakuje wtedy, gdy można się nim z kimś podzielić.

      Może to też Ci się spodoba

      Człowiek w erze maszyn. Jak technologia zmienia nas od środka? ORIGO x dr Ada Florentyna Pawlak

      W erze soczewek AR i chatbotów branża nieruchomości stoi przed nowymi wyzwaniami. Czy agent jest jeszcze potrzebny? Jak AI zmienia relacje z klientami? Dlaczego dane i CRM to dziś klucz do skutecznej sprzedaży? O tym wszystkim Łukasz Kruszewski rozmawia z dr Adą Florentyną Pawlak — antropolożką technologii i jedną z 22 najbardziej wpływowych Polek w nauce i biznesie wg Forbes Women.

      wojciech-szymanski-freedom
      maj 15, 2025 · 4 min. czytania Wojciech Szymański

      Freedom & Otthon Centrum Mega Meeting – Budapeszt, 28–30 października 2025

      Pod koniec października agenci oddziałów własnych Freedom odwiedzili Budapeszt, by spotkać się z liderami sprzedaży Otthon Centrum, naszego strategicznego partnera z Węgier. Kilka dni w Budapeszcie upłynęły na spotkaniach i rozmowach o skutecznych transakcjach, cross-sellingu oraz komunikacji w social media. Sprawdź najważniejsze wnioski ze spotkania!

      wojciech-szymanski-freedom
      lis 05, 2025 · 6 min. czytania Wojciech Szymański

      Koszty zakupu mieszkania. Co powinieneś wiedzieć?

      W pewnym momencie życia zapala ci się lampka z pomysłem: kupię mieszkanie! Tak, to ten czas kiedy, chcesz się usamodzielnić i zacząć żyć na własny rachunek, a posiadanie własnego M przestaje być już tylko marzeniem. Jak się do tego przygotować i przejść gładko przez całą transakcję?  Jakie są koszty zakupu mieszkania na rynku pierwotnym i […]

      Zapisz się na nasz newsletter

        Proszę o zaznaczenie zgody.

        Potwierdzam, że zapoznałem/am się z Polityki prywatności i klauzulą informacyjną Freedom Nieruchomości sp. z o.o. oraz jej partnerów franczyzowych (współadministratorów)